Zainspirowany recenzjami kulinarnymi prof. Leszka Pułki pisanymi swego czasu dla Gazety Wyborczej, też postanowiłem spróbować swoich sił. Zatem zobaczmy jak i co dają jeść we Wrocławiu. I nie tylko...
środa, 22 maja 2013
Hamować się, by nie jeść paluchami

Cały film "Deathproof" Quentina Tarantino uważam za genialny, ale jest 27 sekund, które w moim odczuciu są kultowe. Najpierw na obracający się talerz gramofonu spada winylowa płyta, potem obniża się ramię, słyszymy pierwsze takty kawałka Staggolee grupy Pacific Gas & Electric, a chwilę potem kamera zza ucha pokazuje kaskadera Mike'a, który rękami je Nacho Grande oblizując co chwilę palce (fragment poniżej). Jeśli chcecie się tak poczuć, to polecam "Czerwone sombrero" - całkiem przyjemną meksykańską knajpę w Sky Tower.



Z trzech znanych mi wrocławskich restauracji z podobną kuchnią zdecydowanie lepszy klimat i wystrój mają  zarówno "Mexico Bar" przy ul. Rzeźniczej jak i "The Mexican" przy ul. Szewskiej. Jednak jedzenie w "Czerwonym sombrero" jest - śmiem zaryzykować - lepsze.

Na przystawkę poszło tostades (7,90 zł - chrupiące toritille kukurydziane z nadzieniem wołowym lub drobiowym, fot. nr 1). Potem Frito Pie Grande (24,90 zł, fot. nr 3) - "chrupiące nachos zapiekane z mięsem z kurczaka i wołowiny, polane fasolowym sosen z serem, paskami kaktusa, papryką, cebulą, czarnymi oliwkami, papryczką jalopeno, guacamole i pomidorami oraz okraszone kwaśną śmietaną i polane salsą". Opis z menu od rzeczywistości nie odbiega i jak kaskader Mike chciałem paluchami pochłaniać tę ucztę, ale jednak nie wypada przy senioricie.

Do tego skosztowałem sałatki z grillowaną polędwiczką (17,90 zł, fot. nr 2). Wszystko podane szybko przez sympatyczną kelnerkę z lampką półwytrawnego czerwonego wina. Przyjemny wieczór. Polecam.

JG

 

środa, 28 listopada 2012
Jakie nie są smaki Indii

Nieskromnie powiem, że do powrotu zachęcili mnie czytelnicy. Może nie była to setka wrzeszczących fanek, nawet 10 osób to nie było. Jednak więcej niż dwie. A że do tego doszło kulinarne zbulwersowanie, jakiego dawno nie przeżyłem, oto efekt.

Nasłuchałem się ostatnio audycji radiowych o Indiach. Nie mówię już o mozaice kulturowej, religijnej i językowej, bo to rzecz oczywista. Karmiono bowiem do syta słuchaczy wywodami o indyjskiej (hinduskiej) kuchni. Jaka ona aromatyczna, jaka wielowymiarowa i do tego ostra na niespotykanym dla europejczyka poziomie... Od razu do głowy przyszła mi myśl, by wybrać się do wrocławskiej restauracji Spice India (ul. Wita Stwosza 15), by tych wszystkich smaków popróbować. No i masz ci los - poszedłem.

Wzdrygnąłem się zaraz na wejściu, bo już wydawało mi się jakoś tak oficjalnie i (zbyt)elegancko. Do lokalu trzeba iść w dół, schodami niejako w piwnicę. Przez moment było tajemniczo i zmysłowo, bo stąpa się między (zgaszonymi) świeczuszkami i płatkami kwiatów. Sceneria jak z Baśni 1001 nocy. Drzwi jednak szklane jak do mlecznego baru, a w środku niby orientalnie, a jednak jakoś tak sztywno i trochę zbyt biznesowo. W każdym razie gdy przekroczy się próg, to nie czuć, że weszło się w inny świat. Tego oczekiwałem.

Kelner niby miły, grzeczny, ale jakby trochę wystraszony. Starał się zaproponować jakiś stolik, ale ostatecznie sam wybrałem. Mało asertywny jakiś taki. Otwieram menu i patrzę: jagnięcina, baranina, owce morza, placki z pieca tandoor. Ceny słuszne zaczynające się od 32 zł za danie. Decyduję się na chicken korma - kawałki kurczaka w sosie z orzechów nerkowca z indyjskimi przyprawami (32 zł) oraz chicken tikka masala - kawałki grillowanego kurczaka w sosie cebulowo-pomidorowym również z indyjskimi przyprawami (32 zł). Do tego indyjska herbata chai (7 zł). Prawdę mówiąc nie wiem co to, ale że podobnie na herbatę wołają w Turcji, to liczę na miłe podobieństwo. Zamówienie złożyłem, a mimo tego kelner stoi nade mną i po chwili nieśmiałości zwraca uwagę, że powinienem poprosić też o dodatek - ryż, indyjski chlebek, czy coś w tym rodzaju, bo tego nie ma w zestawie. Nie ma - za 32 zł. Domawiam ryż, za który płacę - 7 zł. Najdroższy ryż w życiu. Bywa.

Dania ładnie podane, na osobnych, efektownych misach mięso, na osobnej ryż. Wszystko miesza się dopiero na talerzu. Festiwalu smaków i aromatów jednak nie ma. Niby czuć orzechy nerkowca, ale gdzieś w oddali. Nazwa restauracji też do czegoś zobowiązuje, ale tu ani kszty pikantności! Nieco lepiej jest z kurczakiem w sosie pomidorowo-cebulowym. Jest zdecydowanie ostrzejszy, ale prócz tego niewiele innych smaków. No może na pochwałę zasługuje mięso - jest świetnie usmażone, przy tym soczyste i delikatne. Generalnie jednak wszystko warte jest mniej niż 32 zł (+ ryż) za porcję. Płacę bez mała 90 zł i wychodzę rozczarowany, dziwiąc się hinduskim rodzinom, że tam siedzą tak spokojnie. Mniejsza o jedzenie, ale przy tamtejszej muzyce też długo wytrzymać nie można.

JG

piątek, 27 maja 2011
Pie wiśniowy z lodami i bitą śmietaną

Pałac myśliwski Radziwiłłów w Antoninie (na trasie Wrocław-Oleśnica-Ostrów), w którym bywał sam Fryderyk Chopin, ma swój urok. I smaczną kuchnię. Oto pie wiśniowy z lodami i bitą śmietaną.

Pałac Myśliwski Książąt Radziwiłów w Antoninie

ul. Pałacowa 1
63-421 Przygodzice

czwartek, 19 maja 2011
Socjologiczne obserwacje, czyli polędwiczki ratują sprawę

Generalnie to nie lubię restauracji w centrach handlowych. Stoliki poustawiane gdzieś w przejściach, pozbawione intymności, bez charakteru. 


Danie główne - shoarma de luxe (fot. JG)

Jednak nie miałem tego dnia za dużo czasu i postanowiłem, że udam się do North Fisha w Pasażu Grunwaldzkim - fast fooda, tyle że rybnego, by chociaż trochę odciążyć moje sumienie od dywagacji na temat niezdrowego żywienia. Wiadomo - ryba, to nie czerwone mięso, więcej ma mikroelementów. Jednym słowem - zdrowsza - tak mówią. Złapał mnie jednak przy schodach ruchomych jakiś pan ulotkarz i wepchnął do ręki zniżkę dla studentów w Sphinksie. Głupio było nie skorzystać z oferty skoro - uno - o połowę taniej, sekundo - studentem jestem ostatnie tygodnie. Niestety.


Usiadłem zatem przy tym samym stoliku co wtedy, gdy podano mi tam jakiś rodzaj drobiowej shoarmy, której mięso było dość żylaste, a potem jeszcze musiałem upominać się o nowe sztućce do niezbyt dobrego spaghetti carbonara. Dokładnie nie pamiętam jak dawno to było, może nawet nie bardzo dawno, ale wystarczająco traumatycznie, by jedzenie w tej sieciówce wybić mi z głowy. No ale skoro już tam trafiłem kolejny raz (i miałem tę zniżkę) więc zamówiłem coś extra, de luxe - dokładnie shoarme de luxe. Jak napisali paski delikatnych polędwiczek wieprzowych 180g, w oryginalnych przyprawach, smażone na maśle, podawane ze złocistymi talarkami lub ryżem oraz sałatką  "Ale feta!" (28.90 zł - cena zwykła, niestudencka). Do tego sok bananowy średni (5.90 zł).

Zobacz także: Rodzinna awantura o pstrąga

Chciałem sobie trochę popatrzeć na ten nasz przekrój społeczeństwa chodzący po centrach handlowych. Bo to zawsze ciekawie łypnąć okiem jakie trendy teraz modne, co się kupuje, kto z kim chodzi i za co trzyma. Takie tam małe socjologiczno-reporterskie zboczenie. Sphinx jednak nie daje za długo czekać - co się chwali. Po kilku minutach dostaje sok (zielony? Uff... smakuje bananem) i rodzaj tacki z reklamą master card, misternie ułożoną przez kelnera tak, bym nie ominął informacji, że jak zapłacę więcej, ale plastikiem, to kolejna zniżka mnie czeka. Już się nawet zacząłem cieszyć, że jak to wszystko podliczę, to jeszcze parę złotych wyjdę do przodu... Po kolejnej minucie lądują obok mnie sosy: pikantny, ziołowy i pomidorowy. Od razu próbuje - konsystencja ładna, gęsta, smaki wyraźne, chociaż ten ostry, trochę za mało pikantny. Zaledwie po 10 min. dostaje danie główne. To chyba rekord - nie licząc fast foodów.

PRZECZYTAJ CAŁOŚĆ I ZOBACZ WIĘCEJ ZDJĘĆ

czwartek, 06 stycznia 2011
Bo w każdym z nas drzemie francuski piesek

Zawsze z rosołu wybierałem warzywa, kiedyś nie cierpiałem bigosu a z pomidora do dzisiaj odcinam i wyrzucam "piętkę". - Taki francuski piesek z ciebie - narzekali rodzice. Ale - moi szanowni rodzice - czy Wy nie wiecie, że w każdym z nas drzemie przecież francuski piesek? Tak mówią na Włodkowica we Wrocławiu w bistro o tej samej nazwie.


Kurczak z Kurką - grillowany filet z kurczaka z sosem z kurek na białym winie z odrobiną tymianku, podany ryżem i gotowanymi warzywami (fot. JG)

Już sama ulica zobowiązuje: niedaleko Mleczarnia, Włodkowica 21, synagoga. Poziom trzeba trzymać. No i zaraz w sieci znalazłem całkiem przyjemne menu - niebanalne i niedrogie. Tam: kurczak z kurką - grillowany filet z kurczaka z sosem z kurek na białym winie z odrobiną tymianku, podany ryżem i gotowanymi warzywami. Brzmi pysznie.

The Bible says one should drink Black Label

Sos z kurek chodził mi po głowie od czasu, gdy miałem okazję go spróbować w pałacyku Radziwiłłów w Antoninie. Zawsze jednak okazywał się kulinarną ekstrawagancją, dość drogą. Na dodatek moje grzybowe lenistwo i indolencja nigdy nie pozwoliły mi samemu nazbierać kurek.


(fot. francuskipiesek.pl)

Bistro - bo taka nazwa widnieje na szybie - Francuski Piesek znajduje się na przeciwległej do Mleczarni ścianie. Jest nieco cofnięte od ulicy i - szczególnie po zmierzchu - może umknąć uwadze. W środku niewiele stolików. Wszystko utrzymane w ciepłych brązach: skórzane kanapy i krzesła, stoliki i obrusy, nisko zwisające lampy i niewielki bar. Na ścianach wiszą czarno-białe zdjęcia Paryża, w tle leci ledwo słyszalna muzyka, którą rozpoznać trudno, ale zdecydowanie do całości pasuje.

Zamawiam: upatrzony kurczak z kurką (23 zł), na deser jedno z dostępnych tego dnia ciast (10 zł), do picia grzaniec galicyjski z pomarańczami, przyprawiony goździkiem (10 zł) i wodę niegazowaną. Gdyby nie moje wcześnie postanowienie co do zamówienia, to i tak wybór byłby ciekawy, bowiem eleganckie lekko-złote, czytelne menu z czarnymi literami jest naprawdę  oryginalne. Mamy zatem śniadania (sałatki, jajecznice, tosty - raczej wszystko klasycznie), kanapki, frittaty (rodzaj omletu), crepes - czyli duże naleśniki, makarony, mięsa (schab, polędwiczki, kurczak) i ryby. Z wszystkiego po 5-6 dań najczęściej z dodatkiem ryżu, zgrabnie nazwane. Do tego dobrze opisane wina i duży wybór herbaty czy kawy. Karta zatem ma swój charakter i chociaż obszerna nie jest tak, jak chociażby ta w restauracji Sicilia w Renomie, ale zdecydowanie bardziej przemyślana.

CZYTAJ CAŁOŚĆ

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 7